Rajdy

Przemysław Fabjański
Julia Greiner
Magda Greiner

„…Czy to w słońce czy to w deszcz …”

Zapewne wielu z absolwentów Słowaka, wspominając swoje szkolne lata, wraca pamięcią do Rajdu. Jesienne Beskidy, dźwięk gitary, wysiłek nagrodzony miską grochówki, to utrwalone obrazy, nierozerwalnie związane z coroczną „słowakową” imprezą.

Wszystko zaczęło się w 1978 roku, a upamiętnione zostało notatką w Kronice SK PTTK i Koła Geografów „Peneplena”.

„W dniach 21 – 22 października 1978 r. odbyła się pierwsza większa turystyczna impreza naszej szkoły – I Rajd Słowaka. Wzięło w niej udział sporo osób. Organizatorami Rajdu była Komenda Hufca i Rada Młodzieżowa, a także nasze Koło, samą zaś Komendantką imprezy – prof. Krystyna Halaba. Członkom SK PTTK przypadła rola przewodników grup rajdowych”. Motorem napędowym I Rajdu i dziewięciu kolejnych był geograficzny i turystyczny guru Słowaka – profesor Krystian Cichowski.

Zapewne wielu z nas zastanawiało się nie raz, moknąc na szlaku w październikowym deszczu, czemu Rajd nie może odbywać się w bardziej sprzyjającej chodzeniu po górach porze roku. Datę pierwszego rajdu wybrano jednak nieprzypadkowo. Jak wspominają najstarsi „rajdowcy”, celem było upamiętnienie 60. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Czasy nie pozwalały jednak na świętowanie 11 Listopada, dlatego dla kamuflażu „podpięto się” pod 35. rocznicę powstania Ludowego Wojska Polskiego, zapoczątkowując tradycję październikowych wędrówek. Do dziś zachował się regulamin I Rajdu, w którym można znaleźć takie „perełki”: „Konkursy (m.in.): „na miano grupy wszechwiedzącej, znającej ogólną historię 60-lecia Państwa Polskiego i PZPR”.

W następnych latach ideologia i wiedza o PZPR nie były już ważne, a rajdy stały się wyjazdami turystyczno – krajoznawczymi. Początkowo 2 – dniowe, od czasu IV Rajdu stały się jednodniowymi wypadami górskimi. Objęły one swoim zasięgiem cały Beskid Śląski a mety rajdów odbywały się kolejno : I –Węgierska Górka, II – Rajcza, III – Węgierska Górka, IV – Rajcza, V – Rajcza, VI – Wisła, VII – Węgierska Górka, VIII – Równica, IX – Bystra, X – Rajcza, XI – Szczyrk, XII – Ustroń, XIII – Węgierska Górka, XIV – Rysianka, XV – Rajcza, XVI – Ustroń, XVII – Zwardoń, XVIII – Milówka, XIX – Wisła, XX – Brenna, XXI – Istebna, XXII – Międzybrodzie, XXIII – Szczyrk, XXIV – Rajcza, XXV – Czartak, XXVI – Istebna, XXVII – Równica, XXVIII – Międzybrodzie, XXIX – Wisła, XXX – Brenna, XXXI – Rajcza, XXXII – Kubalonka, XXXIII – Jaworze, XXXIV – Dębowiec, XXXV – Żabnica, XXXVI – Wisła, XXXVII – Nickulina, XXXVIII – Karkoszczonka, XXXIX – Soblówka, XL – Istebna Zaolzie, XLI – Korbielów.

To właśnie z mety kilkusetosobowa „słowakowa” wspólnota wyrusza co roku w drogę powrotną, do Chorzowa.

Który Rajd był najbardziej udany? Nie da się tego obiektywnie ocenić. Coś jednak przesądza o popularności rajdów nie tylko wśród uczniów, ale także wśród absolwentów. Na liście rajdowych weteranów znajdują się Julia Greiner – perfekcyjny organizator, obecnie „współdowodząca” w przygotowaniach i przeprowadzeniu imprezy, Olek Sikora, Robert Rychlicki, Marek Kasprzyński, Sabina i Kuba Przybylakowie, Alina Flak, Krzysztof Lipp, Jarek Kurak, Rafał Kędzierski (autor projektów większości znaczków rajdowych), Przemek Dutkiewicz i wielu innych. Są i stali bywalcy z grona pedagogicznego: Przemysław Fabjański, Tomasz Fabjański, Krystian Kazimierczuk, Grażyna Kokott – Sikora, Lilianna Myszka, Urszula Niewiara, Marek Piętka, Tadeusz Rzepiela, Maria Zachlod – Ściepłek.

Z pewnością w historii zapisał się nie tylko pierwszy rajd, ale także rajdy jubileuszowe, np. XX Rajd Słowaka, który odbył się 10 października 1998 roku, kiedy to – jak na jubileusz przystało – aura od ponad tygodnia dżdżysta i chłodna zmieniła się niespodziewanie i niebiosa uraczyły z górą czterystu turystów ze Słowaka piękną, złotą polską jesienią. Podczas XXV rajdu na szczycie Leskowca odprawiono mszę z okazji 25. rocznicy pontyfikatu Jana Pawła II i 25. rocznicy zdobycia Mt. Everestu przez Wandę Rutkiewicz. W 2004 roku 15. rocznica śmierci Jerzego Kukuczki stała się pretekstem do odwiedzenia Izby Pamięci w Istebnej, po której oprowadzali jego bliscy i przyjaciele – Celina Kukuczkowa i Walek Nendza.

Aura na rajdzie jest zawsze pewnego rodzaju loterią. Pierwszy rajd upłynął pod znakiem torowania szlaku w świeżo spadłym śniegu. Kaprysy natury dały się także we znaki uczestnikom VII i IX Rajdu, zaś organizację mety XVI i XXII Rajdu Słowaka uniemożliwił deszcz. On też zniweczył długie przygotowania jubileuszowego XXX Rajdu Słowaka w 2008 roku. Impreza w Brennej została odwołana, a meta przeniesiona do Ogrodów Słowaka.

Nie tylko pogoda potrafi organizatorom spłatać figla. Największym znakiem zapytania była przez długie lata terminowość otrzymywania znaczków rajdowych. Raz jeden, a było to w 1985 roku, wykonawcy nawalili całkowicie, a uczestnicy VII Rajdu otrzymali swoje plakietki… pół roku później. Nauczeni smutnym doświadczeniem organizatorzy, zamawiając u wytwórcy znaczki, podają aż po dzień dzisiejszy termin Rajdu o tydzień wcześniejszy niż w rzeczywistości, by uniknąć spóźnienia nadejścia przesyłki. W 2007 roku na miejsce zbiórki nie przyjechał jeden z autokarów. Kilkudziesięciu „rajdowiczów” zmuszonych było pokonać odcinek Chorzów – punkt docelowy pociągiem. Są to jednak odosobnione przypadki, które mogą się zdarzyć w tak masowej imprezie. A poza tym drobne wpadki nadają jej swoistego kolorytu.

Od lat beskidzkie szczyty zdobywają z nami także uczniowie innych liceów Słowackiego, rozsianych po całej Polsce – z Wrocławia, Warszawy, Łodzi, Przemyśla, Elbląga, Kielc, Skarżyska Kamiennej a przede wszystkim Grodziska Wielkopolskiego.

Okołorajdową tradycją były także Dni Podróży i Gór (od 1990 r.), poprzedzające Rajd – kilkudniowe spotkania z podróżnikami, prelekcje znanych himalaistów, prezentacje filmów o tematyce górskiej czy zawodów wspinaczkowych na sztucznej ściance. Od ponad dekady impreza ta – pod nazwą „Peneplena Travel Festival – Chorzowski Tydzień Podróży”, odbywa się na początku grudnia i cieszy się zainteresowaniem nie tylko młodzieży Słowaka, ale także społeczności lokalnej.

Także do dziś kultywowana jest tradycja przedrajdowego wieczoru poezji i piosenki górskiej w Kawiarence Literackiej. A następnego dnia, zwykle w pierwszą lub druga sobotę października, spotykamy się skoro świt i ruszamy.

Od 1998 roku trasa z Chorzowa do punktu docelowego pokonywana jest autobusami. Mimo tego, że pociąg poszedł w odstawkę, atmosfera towarzysząca drodze na szlak nie zmieniła się.

Mimo wczesnej pory prędzej czy później ktoś wyciąga gitarę, ktoś zaczyna śpiewać… Około dziewiątej rozpoczynamy górską wędrówkę, by przemierzyć pulsujący kolorami jesieni Beskid, ciesząc oko i duszę górskimi panoramami. „Rajdowicze” podejmują się syzyfowej pracy, którą nazwaliśmy „Czyste Góry”. Staramy się uprzątnąć beskidzkie ścieżki i polany z dziesiątek kilogramów śmieci pozostawionych tam przez pseudoturystów.

Po kilku godzinach marszu grupy docierają na metę. Na wszystkich – mniej lub bardziej spóźnionych, często przemoczonych – piechurów czeka pyszna grochówka i zamknięcie Rajdu przy ognisku, którego krąg przez wiele lat przygotowywała drużynę harcerską ZHR pod okiem Sylwka Bizackiego – Zawisza a dziś także z udziałem harcerzy z 111. Harcerskiej Druzyny Wodnej.

Dla każdego, kto przeżył rajd kończący się w Rajczy, niezapomniana pozostanie lokalizacja mety na niewielkiej wysepce na Sole. Trzeba było najpierw przejść w bród rzekę, by rozpocząć wspólną zabawę (przez wiele lat prowadzona przez Panią Profesor Krystynę Halabę).

Tradycją rajdów są także prezentacje klas, na które składają się proporzec (czasem bardzo oryginalny np. żywy bernardyn, czy też skąpo odziany uczestnik rajdu niesiony na drągu) i skomponowane przez klasy piosenki i skecze. Po zapadnięciu zmroku łączą się dłonie rajdowiczów, a przez góry niesie się echo setek głosów śpiewających „Pieśń pożegnalną zaczynającą się słowami „Ogniska już dogasa blask…”. Rajd dobiega końca.

Nieoceniony wkład pracy wielu osób w ideę Rajdu nie może umknąć naszej uwadze. To, że w dotychczasowych ponad czterdziestu Rajdach Słowaka mogło wziąć udział ponad 20.000 uczestników, że w ogóle taka inicjatywa powstała, jest bez wątpienia dziełem wspaniałych pedagogów Liceum, przede wszystkim Pana Profesora Krystiana Cichowskiego i Pani Profesor Krystyny Halaby oraz sprzyjaniu samorządności i inwencji uczniów przez ówczesną Dyrekcję Szkoły – Pana Dyrektora Rudolfa Kieszkowskiego i Panią Dyrektor Walentynę Michalską. Szczególnie postać, nieżyjącej już niestety Pani Profesor Krystyny Halaby, nierozerwalnie związana jest z Rajdami. Widok Pani Profesor przemierzającej beskidzkie szlaki z legendarnych już sandałach dla wielu na zawsze pozostanie w pamięci.

Nie można też pominąć uczestnictwa we wszystkich rajdach ucznia, nauczyciela i obecnego dyrektora szkoły – Pana Profesora Przemysława Fabjańskiego, którego zapał i zaangażowanie pobudzają do działań krąg innych osób czynnie uczestniczących w organizacji imprez.

(powyższy tekst pochodzi z „Drugiej Księgi Jubileuszowej”, Chorzów 2009 i od tego czasu jest uzupełniany)


2 października 2019

Piosenka „Rajd słowaka”

Zebrało się tutaj wielu
Takich jak my.
Siadaj z nami przyjacielu
A zaśpiewamy Ci:
 
Ref.:
 
Rajd, Rajd, Słowaka Rajd
Czy to słońce, czy to deszcz,
Idziesz z nami przyjacielu,
Bo sam chcesz.
 
Każdy uczeń przeżyć chce
Ten Słowaka Rajd.
Aby wzmocnić swoje siły
Jemy dużo pajd.
 
Ref.:
 
Chociaż chleba nam brakuje,
Ale fajno jest.
Ktoś nas wtedy poratuje –
To braterski gest.
 
Ref.:
 
Może kiedyś tu za rok,
Wszyscy się spotkamy,
Obsiądziemy ogień w koło
I tak zaśpiewamy:
 
Ref.:
C a d G
C a d G
C C7 F f
C G C
 
 
 
C a d G
C a d G
C C7 F f
C G C

Peneplena


Pieśń pożegnalna

Ogniska już dogasa blask,
braterski splećmy krąg,
w wieczornej ciszy, w świetle gwiazd
ostatni uścisk rąk.

Ref.:
Kto raz przyjaźni poznał moc,
nie będzie trwonić słów.
Przy innym ogniu, w inną noc
do zobaczenia znów.

Nie zgaśnie tej przyjaźni żar,
co połączyła nas.
Nie pozwolimy by ją starł
nieubłagany czas.

Ref.:
D h e A
D D7 G
D h e A
G A D

Peneplena


6 stycznia 2019

Słowaka Rajd niech żyje nam!

„Rajd, rajd, Słowaka Rajd
czy to w słońce, czy to w deszcz.
Idziesz z nami, przyjacielu,
bo sam chcesz.”
(refren rajdowego ”hymn”)

Słowo „sam” jest tu najważniejsze. Chcemy sami i wędrujemy po szczytach Beskidów nie zmuszani przez nikogo.

Rajd Słowaka. Ileż niezapomnianych wrażeń przepięknych wspomnień, ileż wspaniałych przygód…

Początki były zgrzebne, ale może dlatego nie dają się wymazać z pamięci. Potem było już tylko lepiej, chociaż niezmiennymi pozostawały stałe rajdowe elementy: dźwięki gitar, skry z ogniska, programy i programiki artystyczne, śpiewy aż do utraty głosu, śmiech, przepyszna grochówka, czyszczenie szlaków i uparte dreptanie do góry i w dół, byleby tylko na czas zdążyć na metę.

Dla mnie osobiście najważniejsze było zawsze jedno: obcowanie z Uczniami, Absolwentami, Nauczycielami. Bo to my wszyscy tworzyliśmy rajdową atmosferę, my dbaliśmy by było pożytecznie i wesoło. I chociaż bolały nogi, chociaż gardła odmawiały posłuszeństwa, na duszy i ciele było lekko i przyjemnie, a do szkoły nie chciało się wracać.

Zdaję sobie sprawę, że moje rajdowe odczucia brzmią zbyt ogólnie. Nie chciałabym jednak pominąć żadnego wspomnienia i żadnego nazwiska Ucznia, Absolwenta, kolegi po fachu. Tych wspomnień i nazwisk jest bardzo, bardzo dużo i tkwią one w mej pamięci, jak wyrzut sumienia. Dlaczego? Ani dlatego, że już nie mogę wędrować, śpiewać i bawić się. I tylko Bóg jeden wie, że bardzo bym chciała…

Kolejny Rajd już za pasem. Beze mnie. Wiem jednak, że znów będzie radośnie, pięknie, wspaniale. Organizatorom i uczestnikom życzę tego z całego mego chorego ciała, duszy i serca.
„Słowaka Rajd niech żyje nam!”

Krystyna Halaba, październik 2006

Prof. Krystna Halaba – wspaniały Nauczyciel, Wychowawca i Przyjaciel była uczestniczką dwudziestu pięciu Rajdów Słowaka

Peneplena


5 stycznia 2019

Jak to wygląda z perspektywy ucznia

Zanim poszłam do Słowaka dużo słyszałam o wyjazdach organizowanych przez szkołę. Pierwszym, na jaki się wybrałam był XVII Rajd Słowaka. Było to niesamowite przeżycie. Oczywiście przerażająca była godzina zbiórki, no ale cóż, nie można się negatywnie nastawiać. Trasa była trudna, tego nie da się ukryć. Meta była na Równicy, a nasza grupa wychodziła z Wisły Dziechcinki. Góry w okolicy Wisły znam jak własną kieszeń. Do tego wszystkiego nie lubię chodzić po górach. Droga była długa, ciężka i męcząca. Niestety przewodnicy też pozostawiali wiele do życzenia. Wiadomo jednak, że dojście na metę sprawia ogromną radość. Widoki były piękne, a ileż radości sprawiło oglądanie programów artystycznych przygotowanych przez poszczególne klasy. Czasem to można młodzieży pozazdrościć inwencji twórczej.

Szkoda, że w tym roku nie udało mi się pojechać. To wspaniałe przeżycie, przeżywanie wspólnego wysiłku i wspólna radość ze zdobytego szczytu. Strasznie Wam zazdroszczę, że możecie się tak wspaniale bawić. Wykorzystajcie to dobrze!

Anna Kukla „Liberum Veto”


3 stycznia 2019

„Idea wiecznie żywa”- Profesor Grażyna Kokott – Sikora mówi o swoich „rajdowych” odczuciach

Redakcja: Brała Pani udział w większości Rajdów Słowaka, prawda?

Pani Grażyna Kokott-Sikora: Tak, brałam udział w większości rajdów, ale nie we wszystkich, bo czasem tak się składa, że coś wynika nagłego. Na przykład w zeszłym roku nie pojechałam na rajd, bo Byłam na obozie językowym w Hiszpanii. A wcześniej, co prawda z rzadka, ale zdarzało się.

A czy dawne rajdy bardzo różniły się od tych dzisiejszych?

Ja myślę, że aż tak bardzo się nie różniły. Różnica była przede wszystkim taka, że było mniej młodzieży w szkole. Jako, że było mniej osób w klasach, na rajdy jeździły całe klasy i to jeździły wszystkie roczniki zazwyczaj, nie tak, jak teraz, że pierwsze głównie. Jeździliśmy pociągiem, co niewątpliwie było dużą atrakcją rajdów. Dziś jeździmy autobusem. Pakujemy się w autobusy rano, pakują nas w autobusy popołudniu, kiedyś się jeździło pociągiem. Trzeba było spakować się odpowiednio, trzeba było na ten pociąg zdążyć, trzeba było wrócić pociągiem. To też była dodatkowa atrakcja, ale to było związane też z tym, że nas było mniej i można było jeździć pociągiem.

A jeśli chodzi o atmosferę?

W atmosferze myślę, że to nie ma jakiejś wielkiej różnicy. Zawsze to wyglądało podobnie. Zawsze trzeba było przygotować jakiś proporczyk, przygotować program. Nie wiem, czy te programy bardzo się różnią od tych, które kilka, czy kilkanaście lat temu były przygotowywane.

Pani jeździła też jako uczeń?

Tak, jeździłam jako uczeń. Byłam także członkiem Koła Geografów „Peneplena”, które jeszcze wtedy nie mogło wyjeżdżać na takie dalekie i ekstremalne wyjazdy, jak w tej chwili. Jeździłam na wycieczki krajowe, jak i również na rajdy.

Z perspektywy ucznia inaczej to wygląda?

Tak, trzeba się angażować w inny sposób, trzeba przygotowywać te wszystkie rzeczy, nie tylko dopilnowywać, również starać się pomóc. Ale ja to podobnie odczuwam teraz. Ja się zawsze z klasą, której jestem wychowawcą dość mocno integruję, więc odczuwam to podobnie.

To chyba dobrze… Klasa raczej lubi, jeśli nauczyciel – wychowawca się z nimi integruje.

No tego to ja nie wiem, mam nadzieję, trzeba już ich zapytać… <śmiech>

Czyli ogólnie rzecz biorąc, same rajdy nie zmieniły się wiele?

Ja myślę, że nie. Oczywiście, czasem atmosfera na mecie jest lepsza, czasem trochę gorsza, ale to zależy też od różnych czynników: od miejsca, od pogody, od tego, kto prócz uczniów na rajd przyjedzie. Ostatnimi czasy przybywa sporo absolwentów. To jest dla nich dobre miejsce do spotkania. Oczywiście, większość tych absolwentów to są wspaniali ludzie, ale niektórzy, kiedy wydaje im się, że są dorośli, wymyślają różne, dziwne zachowania i to potem się niekiedy źle kończy.

A pani, jako absolwent, także uczestniczyła w rajdach?

Tak, tak, na pewno. Jako, że byłam na większości rajdów, to zawsze gdzieś tak, kiedy mogłam, to jechałam, oczywiście jeśli tylko była taka możliwość. Tylko ja zazwyczaj szłam na trasę. Teraz część absolwentów nie idzie na trasę, a przybywa prosto na metę, bo albo im się nie chce, albo nie potrafią zdążyć, więc oni się nie zmęczą tam po drodze.

Czyli idea Rajdów jest „wiecznie żywa”?

Ja myślę, że to jest świetny pomysł i wszyscy już czekają, wszyscy znajomi już pytają, czy to z mojego rocznika, czy z sąsiednich roczników, czy młodsi, którzy wiedzą, że ja wiem, kiedy ten rajd jest. Pytają, czy już jest, a kiedy jest, a czy można pojechać. Niektórzy to nawet ze swoimi dziećmi już jeżdżą. Taka rodzinna impreza się robi. Ja jeżdżę, bo lubię chodzić po górach. Dla ludzi, którzy lubią chodzić po górach to jest w ogóle świetne i zawsze namawiam te klasy, w których uczę, czy mam wychowawstwo, żeby chodziły po tych górach, ale też nie wszyscy się dają namówić, więc też zależy.

Rajdy są zazwyczaj połączone z akcją oczyszczania gór…

Tak, to jest bardzo fajna akcja. Bierze się ze sobą wielkie wory i zbiera się to, co inni turyści zostawili, a czego zostawić nie powinni. Młodzież się zazwyczaj bardzo w to angażuje.

Z cyklu „co było pierwsze: jajko, czy kura”: czy pierwsza była ta akcja, czy rajdy?

Nie kojarzę, żeby akcja „Czyste góry” była organizowana na pierwszych rajdach. Chyba nie zbieraliśmy śmieci. Ten pomysł urodził się nieco później. Może wynika to też z tego, że kiedyś turyści nie zostawiali w górach tylu rzeczy, których zostawić nie powinni.

Rozmawiała: Beata Rosińska

Peneplena


1 stycznia 2019

Jak to się robi, czyli o Rajdzie od kuchni słów kilka

Z Julią umówiłem się początkowo na wtorek rano, ale niestety zatrzymały ją zajęcia uczelniane. Spotkaliśmy się we wtorek, na długiej przerwie w gabinecie Dyrektora, jednakże to nie było odpowiednie miejsce do spokojnej rozmowy. Tłumy ludzi wchodzących i wychodzących, którzy co chwila pytają: „Julia to, Julia tamto, a gdzie znaczki, co z zebraniem przewodników?”. Zawrót głowy. Kiedy udało nam się znaleźć już spokojne miejsce, mogliśmy przystąpić do rozmowy. A rozmowa ma miejsce z nie byle kim, bo z organizatorką sześciu ostatnich rajdów, Julią Greiner.

Redakcja: Od ilu lat zajmujesz się organizacją rajdów? Czy jeszcze jako uczennica też się w to bawiłaś?

Julia Greiner: Tak, jako uczennica, a potem zaczęłam się w to bawić jako absolwentka. To jest mój szósty rajd, który robię i dziesiąty, na który jadę.

Jak w ogóle wygląda organizacja Rajdu „od kuchni”? Co trzeba załatwić, na jakie problemy się napotyka?

Problemy są zawsze. Są oczywiście zwykle problemy finansowe. Rajd kosztuje dużo i uczniowie ostatnio walczą o to, żeby był jak najtańszy, a po drugie – zebranie pieniędzy. Zebranie pieniędzy od takiej ilości, od trzystu pięćdziesięciu osób nie jest łatwe. Na samym początku siadamy w Kole i ustalamy trasy, miejsce. Wybieramy coś, co jest atrakcyjne i nie powtarza się zbyt często. W tym roku padło akurat na górę Żar i tu znów wracamy do tych okrutnych względów finansowych. Beskid Mały jest już dość obchodzony. Kiedyś jeździliśmy w Beskid Żywiecki, ale teraz niestety odległość jest zbyt duża, co pociąga za sobą koszty przejazdu. Potem zabieramy się za organizowanie autobusów, zamawianie znaczków, informujemy Absolwentów, którzy jeżdżą od „x” lat. Mamy takiego zaprzyjaźnionego chłopaka -Absolwenta, który co roku organizuje znaczek (Rafał Kędzierski – przyp. red.). Bardzo pomaga nam przy organizacji Rajdu Pan Profesor Janusz Dubiel. Potem się w to bawimy. Dla nas to jest naprawdę fajne, bo spędzamy czas z przyjaciółmi podczas organizacji, potem na wyjeździe. Następnie zbieramy nauczycieli – opiekunów, zbieramy chętnych uczniów, dzielimy wszystko, pakujemy koperty ze znaczkami rajdowymi, talonami na grochówkę, które są już taką tradycją i… jedziemy!

Widzę w programie rajdu punkt dziesiąty „trasa rowerowa”…

Trasa rowerowa funkcjonuje od kilku lat. Nawet pewnego roku mieliśmy trasę konną, mieliśmy dziewczyny, które jeździły na koniu, ale zrezygnowały z uwagi na niesprzyjającą aurę, a trasa rowerowa faktycznie istnieje. Zajmował się kiedyś tym Pan Profesor Dubiel, potem Pan Profesor Lazar, aktualnie mamy zaprzyjaźnionego Absolwenta, który się tym zajmuje (Paweł Kabza – przyp. red.). Te osoby, które jadą na rowerach, pomagają nam też przy organizacji mety. Zajmujemy zawsze jakieś miejsce, gdzie znajduje się punkt żywieniowy – restauracja, albo bar, który przygotowuje nam grochówkę, natomiast cała organizacja tego zaplecza, baneru, nagłośnienia jest w tym roku w gestii grupy rowerowej. Oni rozwieszają znaki, strzałki do mety, a na mecie przygotowują ognisko…

Od dłuższego czasu, podczas rajdu odbywa się akcja „Czyste góry”. Jakie mamy osiągnięcia, „statystyki” w oczyszczaniu polskich gór?

Wygląda to tak, że każda klasa dostaje jeden worek na 10 osób i zazwyczaj wygląda to tak, że ten jeden worek jest zapełniony. Jeśli mamy 350 osób, o ja myślę, że gdzieś trzydzieści takich dużych worków sześćdziesięciolitrowych jest zapełnionych. Oczywiście, znajdują się tam różne śmieszne rzeczy – pralka, opona… Ciężko powiedzieć, na co można trafić. W tym roku jesteśmy w rejonie góry Żar, w dość mocno zabudowanym obszarze. To są zupełnie inne śmieci, niż jeśli ktoś chodzi tylko po szlakach i napotyka na same papierki.

Rajdy to jest bardzo fajna rzecz. Żałuję, że coraz mniej osób jeździ na te rajdy. Kiedyś trwała walka o miejsce i było faktycznie te dziesięć osób z każdej klasy, a w tej chwili to ja nie wiem, dlaczego tak nie jest… Co za tym przemawia? Pieniądze? To nie są w gruncie rzeczy jakieś tam straszne pieniądze. Szczególnie, że Rajd jest raz w roku. Jeśli ktoś chce jechać, to nie jest to dla niego problemem. Mamy w tym roku bardzo dużo Absolwentów. Niektórzy mówią, nie mogą pójść na trasę, bo na przykład mają pracę w sobotę, ale przyjadą samochodem na metę, bo jest to też i powód do spotkania się i do tego, żeby pochodzić po górach, bo tak normalnie w sobotę wyjechać w góry to zawsze znajdzie się jakieś „ale”. A tutaj wiadomo, że w ten jeden dzień w roku wszyscy jadą. Myślę, że to, że jest mniej chętnych wśród uczniów, to jest kwestia pokoleniowa. Lenistwo. Kiedyś naprawdę było fajnie. Był wyjazd pociągiem o szóstej rano, potem gdzieś tam w górach… A kiedyś rajdy w ogóle były dwudniowe…

Rozmawiał: Michał Sobczak

Peneplena


3 października 2006

„Miałem manię przywódczą”, czyli o Rajdach Słowaka opowiada Dyrektor Przemysław Fabjański

Wtorek, 3 października 2006, gabinet Dyrektora Szkoły. Wpadam lekko spóźniony, o godzinie 1412. Dyrektor Fabjański toczy dyskusję na bliżej nieokreślony, „rajdowy” temat. Przez pokój co chwila przewija się osoba, która czegoś chce. Na biurku zauważam program i znaczek XXVIII Rajdu Słowaka. Zajmuję miejsce na wygodnym krzesełku za biurkiem i włączam dyktafon. Dobrze trafiłem. To właśnie Dyrektor Fabjański jest tą osobą, która o Rajdzie Słowaka powiedzieć może najwięcej.

Redakcja: Jestem uczniem Słowaka dopiero od zeszłego roku, ale byłem niezwykle mile zaskoczony, kiedy już na początku roku szkolnego została ogłoszona nasza pierwsza wycieczka, czyli Rajd Słowaka. Kiedy i w czyjej głowie narodził się ten pomysł?

Dyrektor Przemysław Fabjański: To tak samo <śmiech>. Ja też kiedyś byłem uczniem „Słowaka” od miesiąca i też dowiedziałem się, że jest organizowanych dużo imprez, a edukację i wychowanie prowadzi się nie tylko w systemie zamkniętym, czyli klatce zwanej klasą, ale również w przyrodzie, a to dla mnie jako przyrodnika jest szczególnie cenne, kiedy spotykamy się z naturą. Jako uczeń skwapliwie z tego skorzystałem i założyliśmy w 1977 roku, czyli 29 lat temu… no teraz się sypnęło, kiedy ja chodziłem do szkoły… założyliśmy koło turystyczne. Naszym opiekunem był Pan Profesor Krystian Cichowski. Ja zostałem pierwszym prezesem Koła, widocznie miałem jakąś manię przywódczą :). W 1978 roku zorganizowaliśmy pierwszy Rajd Słowaka. Jak do tego doszło? Jeśli dobrze policzyć, to w 1978 r., Polska obchodziła sześćdziesiątą rocznicę odzyskania niepodległości. Były to czasy, których nasi obecni uczniowie nie pamiętają. Żyliśmy wtedy w niewoli, niewoli sowieckiej i takich świąt, jak rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja, czy rocznica odzyskania niepodległości nie można było obchodzić. A jako, że w „Słowaku” uczniowie zawsze mieli swoje zdanie (i tak jest do dziś, co sobie niezwykle cenię), więc my także i my postanowiliśmy uczcić tę rocznicę, szczególnie, że mieliśmy takich nauczycieli historii, którzy nam o tych wydarzeniach historycznych mówili. Z okazji sześćdziesiątej rocznicy odzyskania niepodległości na naszym znaczku rajdowym znalazła się biało-czerwona flaga i hasło „Wierni tradycji”. Z tego, co słyszałem później, profesorowie, którzy pilotowali rajd, musieli się z tego gęsto tłumaczyć. Na szczęście, podczas rajdu zorganizowali dość przewrotny konkurs wiedzy o Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, po to by wilk był syty i owca cała.

Turystyka górska oczywiście była wtedy bardzo popularna. Popularna była, myślę, z dwóch powodów. Pierwszy powód był taki, że oferta dla młodzieży była wówczas niezwykle uboga, drugi, że nasi turystyczni „guru”, to byli ludzie, którzy jeszcze w okresie międzywojennym chodzili po górach i zdobywali szczyty beskidzkie, tatrzańskie, albo alpejskie i to oni a także nasi Profesorowie zaszczepiali w nas miłość do chodzenia po górkach. Ale wiadomo, myśmy również tego chcieli, bo gdyby tak nie było, pewnie wielu spośród nas szwendałoby się po ulicach. My jednak poznawaliśmy Polskę Ludową, czyli ten nasz „komunistyczny obóz koncentracyjny”, z którego nijak nie można było się ruszyć, bo paszportów nie było.

Na przestrzeni lat, Rajd się zmieniał. Widzimy to teraz. Nie ma konkursu wiedzy o Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, nie ma ciągania nauczycieli na wyjaśnienia. Czy mógłby pan powiedzieć, jak zmieniał się Rajd na przestrzeni tych, bądź co bądź, dwudziestu ośmiu lat istnienia tej imprezy?

Pierwsze były najgorsze. Później w Polsce bardzo wiele się zmieniło. W 1981 roku komuniści zafundowali narodowi stan wojenny. Jako że obowiązywał zakaz zgromadzeń, a Rajd gromadził ponad trzysta osób, mieliśmy roczną przerwę. Później nie było już kłopotów z władzami komunistycznymi. Utrudniali nam życie w inny sposób, natomiast było przyzwolenie na organizację tego typu masowej imprezy, bo ona była apolityczna. Faktycznie, nie było już żadnego konkursu o PZPR, ani o Polsce współczesnej, które zastąpił konkurs krajoznawczo – turystyczny. Gdzieś z końcem dekady, chyba w 1989 r., została zapoczątkowana akcja „Czyste góry”, trwająca do dziś. Z tej akcji jestem bardzo dumny. Jestem dumny z tego, że młodzież potrafi zbierać odpadki, które są pozostawiane przez ludzi, którzy nigdy w górach nie powinni się znaleźć. Przez tych wszystkich… no nie chcę ich tutaj nazywać, bo nie chcę używać niecenzuralnych określeń. Z drugiej strony, akcja oczyszczania szlaków ma także aspekt wychowawczy, bo człowiek, który zbiera śmieci i widzi, że w górach znajdują się plastikowe czy szklane butelki, puszki po piwie, silnik samochodu samochodowego, czy obudowa z lodówki, to przypuszczam, że zanim rzuci nawet papierek, zastanowi się: „Dlaczego to ja mam być tym śmieciarzem i marginesem górskim”.

Jak wygląda obecnie organizacja Rajdu? Kiedyś, jak wiemy, koło turystyczne, którego był Pan prezesem, zajmowało się wszystkim, a teraz, kiedy jest Pan dyrektorem szkoły, koordynuje Pan wszystko. Gdzie znajduje się centrum dowodzenia, jeśli chodzi o wyjazdy rajdowe?

Bardzo fajne w naszej Szkole jest to, że panuje w niej tu demokracja, oczywiście demokracja w ramach obowiązującego prawa. Ogromną rolę w kreowaniu wizerunku szkoły oraz tego, co się dzieje na co dzień odrywa nie tylko młodzież, która do Liceum uczęszcza, ale także Absolwenci. Dumny jestem z faktu, że nie muszę sam organizować imprezy na ponad trzysta osób. To jest naprawdę olbrzymia impreza i spory „korowód” organizacyjny, ale również w tym wypadku mogę liczyć na pomoc Absolwentów i tych uczniów, którzy należą do koła geograficznego. Od wielu lat mrówczą rajdową pracę wykonuje Julia Greiner. Julia jest Absolwentką naszej Szkoły z 2001 roku. Jeździ z nami na wszystkie wyprawy – nie tylko absolwenckie, ale także i uczniowskie, jako absolwent. Tam również prowadzi wspaniałą robotę, gdyż zwykle jest skarbnikiem, ministrem finansów takiej imprezy. Jest to człowiek obdarzony niesamowitym talentem organizacyjnym i miedzy innymi dzięki niej Rajdy Słowaka mogą się odbywać. To znaczy, one by się na pewno odbywały, ale ja miałbym znacznie więcej pracy. A Julia potrafi wszystko zorganizować i wszystkiego dopilnować. Julia ma wielu przyjaciół wśród nas, Absolwentów. W naszym absolwencko – globtroterskim „klanie” funkcjonuje takie powiedzenie: „jeśli czegoś nie wiesz, to idź do Julii – Julia wie wszystko”. Z ramienia szkoły nieoceniona jest pomoc Koła Geografów, Rady Młodzieżowej, a widzę, że także Klub Miłośników Historii się włącza, co także jest bardzo sympatyczne. Chcę w tym miejscu serdecznie podziękować Magdzie Pietras z Kola Geografów i Rady Mlodzieżowej, która prace organizacyjne okupiła przemęczeniem i tym samym przeziębieniem. Oby tylko wyzdrowiała do Rajdu.

Na mecie Rajdu organizowane jest uroczyste zakończenie, podczas którego klasy, które się przygotują, mogą zaprezentować program artystyczny, wszyscy uczniowie dostają upominki w postaci znaczków etc. Kiedy narodziła się idea programów artystycznych, tudzież wynagradzania uczniów za aktywny udział w tej imprezie?

Konkurencja rajdowa składa się z kilku elementów. Najważniejszy jest quiz geograficzno – krajoznawczy, następnie proporzec, program, po to by młodzież mogła się również zabawić, dać coś od siebie. Zastanawiam się jednak co jakiś czas, czy nie zrezygnować z tych programów. Są lata chude i są lata tłuste. Czasem trafiają się takie programy, że można przez godzinę boki zrywać, a czasami są „takie sobie” mówiąc delikatnie. Myślimy, czy nie zrezygnować z programów artystycznych, a w zamian za to nie zaprosić jakichś zespołów ludowych, które mogłyby przedstawić folklor danego regionu. W tym roku akurat chcemy to pogodzić, żeby i dzieci z Międzybrodzia, z zespołu folklorystycznego mogły wystąpić no i żeby tych kilka programów, które klasy przygotują, mogło zostać przedstawionych.

Myślę, że to głównie klasy pierwsze…

Tak, aczkolwiek troszeczkę się dziwię, bo kiedyś, nie tak bardzo dawno temu, to głównie klasy starsze grały pierwsze skrzypce. Były w historii rajdu dwie klasy, które wygrały „Rajd Słowaka” trzykrotnie, przy czym nigdy w I klasie, zaczynały od II klasy. To było w roku 1991 i w roku 1999. Teraz oczywiście życzę, żeby tak się stało, ale by trzykrotnie wygrać, trzeba zwyciężać co rok, bo jakiś majsterkowicz ze stolicy skrócił uczniom pobyt w liceum. Z informacji, które do mnie dochodzą, wiem, że ubiegłoroczni zwycięzcy, klasa IA (w tym roku IIA) coś szykuje i w tej chwili jest ona jedyną klasą, która ma szansę na trzykrotne zwycięstwo.

Gościliśmy w zeszłym roku na XXVII Rajdzie uczniów nie tylko ze „Słowaka”, ale także z innej szkoły. Czy możemy się takiej niespodzianki spodziewać i w tym roku?

Tak, tak, na pewno. Tradycyjnie. Zapraszamy oczywiście wszystkie licea, ale wiadomo, Polska nie jest w tej chwili tanim krajem, więc przejazd z Wrocławia, Elbląga, czy Warszawy też do tanich nie należy. Do tego dochodzi opłata rajdowa, też już niestety nie niska, bo koszty organizacyjne są także bardzo wysokie. Ostatnimi laty przyjeżdża do nas tylko jedno liceum a jest to Liceum Ogólnokształcące im. Juliusza Słowackiego z Grodziska Wielkopolskiego. Grodziszczanie zapowiedzieli swój udział w Rajdzie również w tym roku.

Oczywiście, to jest kwestia też i nauczyciela, który potrafi nas zachęcić, pociągnąć za sobą…

Zapewne nie odbywałyby się Rajdy, gdyby nie to, że nauczyciele również im sprzyjają i namawiają uczniów do udziału. Wiadomo, jacy jesteśmy. Jeśli ktoś nas nie namówi, to bywa, że po prostu czasami nam się nie chce…

Rozmawiał: Michał Sobczak
„Liberum Veto”

„Liberum Veto” jest gazetką w I Liceum Ogólnokształcącym im. Juliusza Słowackiego w Chorzowie od 1996 roku. Mimo, że koncentruje się wokół zagadnień społeczno – historycznych, nierzadko porusza bieżące tematy szkolne. Wydawcą pisma jest szkolny Klub Miłośników Historii pod opieką Pana Profesora Krystiana Kazimierczuka.

Z okazji jubileuszu dziękujemy za dotychczasową współpracę i życzymy Panu Profesorowi i Redakcji „Liberum Veto” wielu wspaniałych sukcesów

Koło Geografów „Peneplena”

Peneplena